Hospicjum we Wrocławiu naszymi oczami

BCM

11 lutego 2024

Zdjęcie złączone dłonie

Dlaczego zdecydowałam się na wolontariat w Hospicjum… Przywiodła mnie tu ścieżka życiowa – doświadczenie osobistej straty jednej z najbliższych mi osób. Straty w wyniku choroby nowotworowej.

Towarzyszenie w chorobie, cierpieniu i odejściu bliskiej osoby zmienia, otwiera i uruchamia pokłady empatii, współczucia, wrażliwości na drugiego człowieka. Myślę, że wiele osób postawionych w obliczu w takiej sytuacji tego doświadcza. Pozostaje też świadomość, że jesteśmy tu na chwilę, i na ten czas jesteśmy zaproszeni do tego, by zrobić coś dobrego, nawet drobnego. Być także dla innych. I ja staram się być na tyle, na ile potrafię.

Jestem w różny sposób – rozmawiam z pacjentami, żartujemy i śmiejemy się. Spacerujemy.
Pomagam w ubraniu się, zjedzeniu posiłku, przygotowuję i podaję kawę. Podlewam kwiaty w pokoju, pomagam w porządkowaniu zawartości szafy.

Bywa, że jest to chwila milczenia i potrzymanie za rękę, po prostu.
Czasem pomoc ma inny wymiar – realizuję „zamówienia” na rozmaite rzeczy, o które Pacjenci proszą – zakup owoców, słodyczy, kropli do oczu, skarpetek lub tuszu do rzęs.

Daję, ale i otrzymuję wiele. Trudno to wytłumaczyć, ale to umacniające doświadczenie, dające siłę. Uśmiechy Pacjentów, błysk w oku na widok pudełka dorodnych malin – bezcenne. No i czy często mamy na co dzień okazję usłyszeć: „Dziękuję, że jesteś”?

Wolontariat w Hospicjum to szczególna, ale i wymagająca forma bycia dla innych. To rzeczywistość, w której jest choroba, niemoc, świadomość przemijania. Ale to także życie i radosne chwile, wspólnie spędzony, dobry czas. I czasem naprawdę nie wiadomo, kto daje, a kto bierze…

Ktoś kiedyś powiedział, chyba Ronald Reagan, że nie możemy pomóc każdemu, ale każdy z nas może pomóc komuś.
Pomagajmy.

Chwila jest krótka.”

Anna Weiss, wolontariuszka

Hospicjum to piękne miejsce, ale też po prostu bardzo trudne.

Swoją przygodę z wrocławskim hospicjum zaczęłam ponad 3 lata temu. Nowe wyzwanie, doświadczenie i pierwszy zachwyt. Okazało się, że wchodząc do Hospicjum, wolniej oddycham. Bo tu nie ma po co się spieszyć. Można zwolnić, pomyśleć, na chwilę zapomnieć o wszechogarniającej pogoni. Szybko urzekł mnie personel i pacjenci, często oddane, kochające rodziny. Zajęłam się wolontariatem. Powoli budowaliśmy zespół przeróżnych, niesamowitych osób, które z wielką energią i oddaniem poświęcają swój czas, żeby… być. Tak po prostu. Dzielą się z Pacjentami największym darem, czyli czasem. Wezmą na spacer, zrobią herbatę, ściszą telewizor… Mam ogromną wdzięczność za każdego wolontariusza, który zostawił cząstkę siebie w naszej placówce.

Hospicjum to ogrom dobra, życzliwości i pięknych słów, ale to też po prostu trudne miejsce. Choćby nie wiem, jak wszyscy się starali, nie da się zapomnieć, że jest to miejsce dla osób ciężko chorych. Pamiętam swoją pierwszą cotygodniową odprawę, na której dowiedziałam się, że w tym tygodniu zmarło 8 osób, a 3 z nich nie przeżyły pierwszej doby.

To miejsce, w którym jestem świadkiem samotności, opuszczenia przez rodzinę, walki o spadki i zainteresowania majątkiem, a nie człowiekiem.

To miejsce, w którym często widzę łzy, zrezygnowanie, żal i niezrozumienie- zarówno u Pacjentów, jak i najbliższych. Czasem słyszę: „dlaczego ja?”,  „Ile to jeszcze potrwa?”,  „Tak bardzo chciałabym móc chodzić”, „tęsknię…”.

To miejsce, w którym sama mierzę się z frustracją, złością, poczuciem niesprawiedliwości, bo przecież idę z sercem na dłoni, a pacjent jest niemiły, powie coś brzydkiego, jest agresywny.

Czy warto? BEZ WĄTPIENIA!

Agata Wołk, koordynator wolontariatu

10 lat w Hospicjum…..

wiele zmian…

a jedno wciąż takie samo……

W Hospicjum stacjonarnym przy ul. Poświęckiej jako lekarz pracuje od ponad 10 lat. Jak zmieniła się placówka przez ten czas, z perspektywy pracy lekarza?

W momencie rozpoczęcia przeze mnie pracy pod opieką hospicjum stacjonarnego było około 18 pacjentów. Aktualnie po dziesięciu latach jest ich około 40. Przeprowadziliśmy zmianę organizacji pomieszczeń placówki tak, by stały się one salami chorych, wychodząc naprzeciw potrzebom licznych chorych zgłaszających się do nas z prośbą o pomoc.

Warunki lokalowe 10 lat temu też były inne, 8 sal chorych, skromne warunki, gabinet zabiegowy, dyżurka lekarska, pomieszczenie socjalne dla personelu, magazyny.  Aktualnie jest 19 sal chorych. Mamy pięknie zorganizowany oraz umeblowany gabinet zabiegowy. W salach są nowe szczelne okna, z roletami.

W związku z ociepleniem klimatu oraz upałami na salach chorych zamontowano klimatyzację. Mamy także piękną biblioteczkę dla pacjentów. W ostatnim czasie odbył się także remont łazienki dla pacjentów.  Ogród hospicyjny także rozkwitł, a nawet zaowocował pomidorami. Zrobiło się bardziej luksusowo, choć wciąż jest domowo.

Jak zaczynałam pracę,  personelu medycznego było wystarczająco, na dany czas i ilość pacjentów, ale nie było nas dużo. Aktualnie jest liczny, zgrany zespół, mający możliwości kształcenia się. Hospicjum stało się także miejscem szkoleniowym dla pielęgniarek, lekarzy, fizjoterapeutów. W naszych murach odbywają się także zajęcia studentów medycyny oraz pielęgniarstwa.

10 lat temu nie myślano nawet o rozwinięciu działalności paliatywnej w domach chorych, w ramach hospicjum domowego. Pomysł kiedyś się pojawił, zakiełkował i tak obecnie prowadzimy hospicjum domowe zarówno we Wrocławiu, jak i w powiatach Dolnego Śląska. Obecnie pod opieką naszej placówki domowej na terenie Dolnego Śląska jest około 700 pacjentów.

Przez ostatnie 10 lat zmieniała się forma organizacyjna Hospicjum, najpierw działało ono przy Konwencie Bonifratrów, potem powstała spółka działająca w obrębie Wrocławia. Aktualnie zarówno Hospicjum stacjonarne jak i domowe jest częścią Bonifraterskiego Centrum Medycznego, spółki działającej na terenie Polski.  W związku ze zmianami organizacyjnymi zmieniali się kierownicy, dyrektorzy, prezesi.

Przez te 10 lat nastąpiło wiele zmian personalnych, strukturalnych, lokalowych. W naszej placówce też było wielu pacjentów, oni się też zmieniali, jedni odchodzili, umierali, drudzy trafiali pod naszą opiekę.

Jedno się nie zmieniło, jest ciągle takie samo…

Pacjent hospicjum to wciąż człowiek, niezmiennie od tych 10 lat.

Człowiek z potrzebami. Potrzebami akceptacji przez innych jego problemów zdrowotnych, jego dolegliwości. Człowiek z marzeniami, większymi bądź mniejszymi. Człowiek, który chce decydować o sobie, dopóki żyje. Człowiek, który potrzebuje miłości, przyjaźni. Człowiek wbrew wszystkiemu spragniony życia.  Człowiek, który do życia i do umierania potrzebuje innego człowieka.

Magdalena Naleśniak- Kubicka, lekarz, Dyrektor Medyczny ds. Opieki Senioralnej, Długoterminowej i Paliatywnej